Joginka w Afryce

Podobno w życiu nie ma przypadków. Przekonałam się o tym, kiedy dziwnym zbiegiem okoliczności, poznałam niezwykłą nauczycielkę jogi. Kasia Noble z wykształcenia jest prawniczką, która zgłębiając filozofię jogi i doświadczając jej niezwykłej mocy odnalazła pasję w szerzeniu holistycznego, zdrowego i kolorowego podejścia do życia. Na co dzień mama małej Inki dzieląca życie pomiędzy Polskę, RPA oraz Bali.

 

Studiowałaś w Paryżu, mieszkałaś na Bali, spędziłaś wiele miesięcy w Indiach. Skąd pomysł na Afrykę?

Afryka pojawiła się w moim życiu zupełnie niespodziewanie. Od zawsze zafascynowana byłam Azją i wiązałam moją przyszłość raczej z tamtym rejonem świata. Po dziś dzień więc budząc się rano z widokiem na Górę Stołową nie mogę nadziwić się, jak wiele niespodzianek życie nam funduje. I to jest wspaniałe! Ale zaczynając od początku. Pochodzę z Krakowa, ale wiele lat spędziłam w Paryżu, gdzie pracowałam w kancelarii prawnej i robiłam doktorat na Wydziale Prawa. Zaczęłam podróżować do Azji i powolutku rozbudzał się we mnie zew natury. Kiedy dotarłam po raz pierwszy na Bali, wiedziałam, że to będzie dłuższa przygoda. I tak też się stało. Życie w Paryżu coraz bardziej dalekie było od tego, co podpowiadało serce. Więc w końcu podjęłam decyzje o wyjeździe, nie wiadomo, na ile, wiadomo dokąd – na Bali! Moje życie już wtedy wypełnione było jogą i to niesamowite połączenie ze sobą, które dzięki praktyce jogi możemy osiągnąć, kierowało mnie na dobre tory. Przybyłam na Bali, bo tam prowadziła intuicja. Zostałam na prawie dwa lata. W międzyczasie spędziłam kilka miesięcy w Indiach u podnóży Himalajów, zgłębiając jogiczne mądrości oraz odkrywając siebie samą. Bali było jednak domem. I to na Bali odnalazła mnie miłość, miłość z Afryki. Tam poznałam mojego narzeczonego, który pochodzi z RPA. Mieszkaliśmy na Bali razem przez prawie rok, po czym zdecydowaliśmy się przenieść do Kapsztadu, w poszukiwaniu nowej przygody, z zaciekawieniem co życie dla nas szykuje.

Kasia w Paryżu przed “jogową metamorfozą”

Czyli miłość.:) Jak więc wyglądały Twoje afrykańskie zaręczyny?

Zaręczyny były w iście afrykańskim stylu, bo w afrykańskim buszu. Mój narzeczony zabrał mnie na urodzinowe safari. Safari było już od długiego czasu moim marzeniem, bo zodiakalnemu LWU marzyło się ujrzeć prawdziwe LWY, żyjące w pełnej wolności, na swoich warunkach, swoim własnym rytmem. Lwa jednak w buszu niełatwo znaleźć.. w końcu to bardzo samodzielny i niezależny kocur. Nie liczyłam więc, że się uda, delektując się pięknem afrykańskiego buszu i całą rzeszą cudnych, szczęśliwych zwierzaków dookoła nas. I nagle, ku naszemu zaskoczeniu, pojawił się i Pan Lew, z Panią Lew, piękni, majestatyczni, w swoim królestwie. Bardzo mnie ten moment wzruszył. Czas na moment się zatrzymał. To uczucie obcowania z dzikimi zwierzętami jest nie do opisania i wypełnia mnie wielką radością, daje też dużo dystansu do świata i do siebie samego. Wielka potęga natury. Emocji było więc bez liku, a wisienką na torcie były właśnie zaręczyny, zupełnie niespodziewane, ale też przy tym zupełnie naturalne, dające poczucie, że tak właśnie ma być. Planujemy wiec teraz afrykański ślub. Może zjawi się lew!

Kasia z Robem ❤️

Wróćmy do jogi. Jak praktyka jogi wpłynęła na Twoje życie?

Joga zmieniła moje życie na wielu płaszczyznach. Zaczynając od sposobu odżywiania, dbania o swoje ciało, aż po interakcje ze światem, otoczeniem, naturą i z samym sobą. Joga przywróciła do mojego życia równowagę, harmonię i mówiąc najprościej – szczęście. Szczęście, które gdzieś w zgiełku codzienności się w moim życiu zagubiło. I choć wydawało się, że powinnam być szczęśliwa mieszkając we wspaniałym mieście, w Paryżu, mając dobrą pracę, budując tam swoje życie, to wbrew pozorom wielkiego szczęścia nie odczuwałam. Odczuwałam za to frustrację i bezcelowość tej pogoni, w której miałam wrażenie, że uczestniczę. A joga przyniosła powiew świeżości. Pozwoliła po pierwsze połączyć się ze sobą, usłyszeć głos intuicji, a po drugie znaleźć w sobie odwagę i siłę, żeby za nim podążać.  Poczułam się szczęśliwa
i spokojna o przyszłość. I chociaż jak każdy mam lepsze i gorsze dni, nie zawsze wszystko idzie po mojej myśli i na moja drodze pojawia się wiele wyzwań, to czuje całym sercem, że to dobra droga, praktykując jogę, medytację, oddycham i wykorzystuję to, czego uczy nas joga także poza jogową matą, w życiu
i właśnie to utrzymuje mnie w harmonii i równowadze. Tym też dzielę się z innymi ucząc jogi, bazując na swoich własnych doświadczeniach. Zawsze zachęcam wszystkich aby dali sobie czas, połączyli się ze sobą i usłyszeli swoją własną melodię.

Kasia w Kapsztadzie

Czy Afryka to dobre miejsce do praktyki jogi?

Wydawać by się mogło, że nie ma lepszego miejsca na praktykowanie jogi niż Indie i Bali, kolebka joginów. Afryka jednak przyniosła mi coś nowego: silniejsze niż dotychczas połączenie z naturą.  Oprócz zapierających dech w piersiach widoków kontakt z naturą ma niesamowite korzyści regenerujące. Przebywanie na łonie natury zmniejsza złość, strach i stres oraz dodaje spokoju. A natura jest w Kapsztadzie wszechobecna. Spogląda na nas na co dzień majestatyczna Góra Stołowa, która zadziwia swoimi gabarytami, za każdym razem stojąc u jej stóp nie mogę nadziwić się jej mocy. Zaraz obok niej Lion’s Head i Signal Hill (idealne miejsce na wschody słońca), które schodząc w dół stapiają się w wody Oceanu Atlantyckiego. Niesamowicie rozległe, śnieżnobiałe afrykańskie plaże, nieokiełznany ocean z wielkimi falam, raj dla surferów. A gdyby tego było mało, można wskoczyć w samochód i wyjechać poza miasto, gdzie w mniej niż godzinę odkryjemy piękne winnice i zielone krajobrazy. Jest tutaj coś wyjątkowego. Mówi się zresztą, że Góra Stołowa w Kapsztadzie to jeden z czakramów ziemi, który emanuje potężną i bardzo wyczuwalną dla nas energią. Energia ziemskich czakr ułatwia odnalezienie harmonii w naszym umyśle i sprzyja praktykom medytacji i wyciszenia. Ponadto, odnajdujemy w Afryce całą gamę pięknych i świeżych, lokalnie uprawianych warzyw i egzotycznych owoców. Więc jest to dla mnie raj w odkrywaniu nowych wegańskich, kolorowych przepisów. Jednym słowem Afryka jest cudna i szybko się tu zadomowiłam. Na co dzień wszystko, co widzę przed oczami przypomina mi o wdzięczności za to, że mogę żyć i rozwijać się na macie i poza nią właśnie tutaj.

Jaka jest Twoja recepta na balans/szczęście/harmonię?

Drogę do harmonii widzę w holistycznym, całościowym podejściu do naszej istoty, dbając zarówno o ciało, umysł jak i duszę. Stąd też moja jogowa nazwa M_Y_BODYANDSOUL. Joga, medytacja, odpowiednia dieta i kontakt z naturą to dla mnie ukojenie i lekarstwo na wszelkie bolączki, zarówno te płynące z ciała jak i te z serca. Wierzę, że każdy z nas odpowiedz na swoja drogę do szczęścia ma juz w sobie, czasem tylko nie dajemy sobie okazji, żeby się w siebie wsłuchać. Joga i medytacja to piękne narzędzia, które nam to umożliwiają. Joga uczy nas jak wyciszyć rozbiegany umysł, jak radzić sobie z trudnymi emocjami, jak i gdzie szukać spokoju.
Oprócz jogi moją wielka pasją jest od zawsze gotowanie. Gotuję dania wegańskie, a moją wielką pasją jest kuchnia RAW, o której mogłabym dużo opowiadać. Im więcej zdrowia, kolorów i miłości w jedzeniu, tym więcej witalności w ciele i radości w sercu. Wierzę, że czym się karmimy, tym się stajemy. I to nie tylko w sensie jedzenia, mowię także o negatywnych myślach i stresie.  Napięcia, które odczuwamy w życiu akumulują się często w naszym ciele i później oddziaływują na to, jak czujemy się fizycznie. Joga i medytacja to narzędzia, które pozwalają te napięcia uwalniać i przywracać się do balansu. Niezwykła jest w tym zakresie joga YIN, moja ukochana forma jogi. Pozwala nam ona uwolnić głęboko skrywane w ciele i umyśle traumy, emocje i niepokoje. joga Yin to dla mnie magia. Zarówno więc na macie jak i w kuchni staram się przekazać ideę, że warto słuchać siebie, być uważnym, dokonywać dobrych wyborów, obdarzać się dobrocią i miłością,  poświęcać sobie czas, szanować i troszczyć się o naturę. A to odpłaca się nam w poczuciu równowagi i harmonii na co dzień.

Czy możesz podzielić się przepisem na Twoje słynne Raw ciasto czekoladowe?

Tak, z chęcią. Wiecie, kakao ma wielką moc. To niezwykle dobrotliwe ziarno. Mieszkając na Bali pokochałam ten owoc i wiele się o nim nauczyłam.  Ze względu na ciepły i wilgotny klimat wyspy kakao ma tam świetne warunki do uprawy. Resztę ciekawostek zachowam na jakieś wspólne RAW warsztaty, a dziś powiem jeszcze tylko tyle, że to ciasto czekoladowe to sama dobroć dla ciała, duszy i umysłu. Kakao delikatnie nas pobudza, jest skarbnicą przeciwutleniaczy, poprawia pamięć, odstresowuje i uszczęśliwia. Wybierajcie wersję surową, bo to tam znajdziecie najwięcej dobroci.

Przepis na RAW ciasto czekoladowe.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *