Adrenalina w RPA

Śmiało mogę powiedzieć, że w RPA przezwyciężyłam strach przed skakaniem z wysokości, obiciem się o skały czy zamarznięciem w zimnej wodzie kanionu. Nigdy nie przyszłoby mi do głowy, że będę brała udział w takich aktywnościach. Mało tego, że tak mi się spodobają, że z chęcią bym je powtórzyła. Nigdy nie mów nigdy!  Teraz wiem, że kiedy jesteś na krawędzi, trzeba zamknąć oczy, powiedzieć w myślach „dam radę” i po prostu dobrze się bawić.

Zjazd po linie, tyrolki i więcej w kanionie
Gdzie: Plettenberg Bay, południe RPA na trasie Garden Route
Cena: ZAR 890 (ok 240 PLN)
Więcej informacji

Słowo kanion, nie do końca wywołuje we mnie pozytywne emocje. Może dlatego, że wiele lat temu podczas spływu kajakowego w jednym z nich (kanion Verdon na południu Francji) miałam wypadek. Dlatego teraz, ubierając ciasny, nieprzemakalny kombinezon i kask miałam mieszane uczucia. Kiedy wraz z grupą dojechałam do początkowego punktu i instruktor oznajmił, że rozpoczynamy od zjazdu na linie ze skały, spanikowałam i chciałam zrezygnować. Teraz wiem, że gdybym to zrobiła, popełniłabym duży błąd i pozbawiłabym się szansy na świetną zabawę. Początek był dla mnie największym wyzwaniem, ale z pomocą instruktora dałam radę zjechać. Potem wskoczyłam do wody i zaczęła się przygoda. Przez trzy godziny, skakaliśmy ze skał, zjeżdżaliśmy na tyrolkach w środku kanionu i generalnie dużo pływaliśmy. Kiedy pokonaliśmy jedną „przeszkodę” za zakrętem kryła się kolejna. Podsumowując czułam się jak w grze, w której przeciwnikami są skały i zimna woda. Kiedy dotarliśmy do ostatniego etapu czyli spaceru pod górę (po takim wysiłku było ciężko) czułam, że wygrałam i zasłużyłam na zimne piwo.

Tyrolki w górach – Cape Canopy Tour
Gdzie: góry Hottentots Holland, godzina drogi od Kapsztadu
Cena: ZAR895 (ok 250 PLN)
Więcej informacji

13 podwieszanych platform, 11 zjazdów z czego najdłuższy trwa 30 sekund i ma 320 metrów długości! Widoki, nawet podczas dojazdu na miejsce są przepiękne, bo tyrolki znajdują się w górach Hottentots Holland na terenie rezerwatu. Wycieczka trwa 4,5 godziny (bez dojazdu) i jest dla wszystkich w wieku 5 -75 lat. Szczerze mówiąc, tę atrakcję organizowała znajoma, a ja nie miałam czasu wejść na stronę, żeby poczytać o szczegółach. Pomyślałam, że skoro przeżyłam tyrolki w kanionie (opis powyżej) to jak parę takich będzie z kilkoma podobnymi w górach to poradzę sobie śpiewająco. Trochę się przeliczyłam. Przede wszystkim podczas krótkiego szkolenia przed wyjazdem w góry, dowiedziałam się, że to aż 11 zjazdów. Zaniepokoiła mnie ta ilość. W kaskach i uprzęży dojechaliśmy na miejsce terenowym samochodem. Potem krótki spacer i moim oczom ukazał się ogromny wąwóz i lina, której końca nie potrafiłam dostrzec. Reszta grupy, w tym moje dwie koleżanki były zachwycone, ja trochę mniej. Ale była na to rada. Więc, Jeśli masz problem ze zjazdem, bo np. boisz się wysokości albo tego, że umrzesz (miałam takie myśli ) to z pomocą przychodzą instruktorzy. Większość tyrolek zaliczyłam właśnie zjeżdżając z opiekunem. Było ich dwóch i mieliśmy niezły ubaw. Posługiwali się łoki toki. Jak jeden z nich był po drugiej stronie, to komunikował jakie są warunki atmosferyczne (tzn wiatr) żeby ocenić czy dam radę zjechać sama. To była naprawdę świetna zabawa, nawet mając świadomość, że jest się najsłabszym ogniwem grupy. Zobaczcie filmik na insta.

Skok na Bungee
Gdzie: most Bloukrans, południe RPA na trasie Garden Route
Cena za skok: ZAR1400 (ok 370 PLN)
Więcej informacji

Wisienka na torcie. Najbardziej ekstremalna rzecz jaką w życiu zrobiłam. Most Blukrans ma 216 metrów wysokości i jest najwyższym mostem na świecie do komercyjnego skakania. Wypełniając ankietę przed skokiem byłam przerażona i nie do końca pewna czy to zrobię. A jeśli ten jeden, jedyny raz lina się zerwie? Chyba każdy ma takie myśli. Nie pomagało nawet zapewnienie opiekuna grupy (Heinie pozdrawiam), że on skakał wiele razy i to naprawdę bezpieczne. Weszłam na most. Musieliśmy przejść kawałek do punktu skoku. Pod stopami była metalowa siatka i sam spacer był dziwnym uczuciem bo wtedy zdałam sobie sprawę jak jest wysoko. Patrzeć na most to jedno, ale przechadzać się po nim to inna bajka. Na trzęsących nogach doszłam do punktu gdzie się skacze, a tam czekała na nas… impreza. Muszę przyznać, że klimat na rozluźnienie atmosfery był świetny. Dzięki muzyce i małym tańcom nawet się wyluzowałam. Niestety moment kiedy zobaczyłam pracowników demonstrujących jak wygląda skok (w wersji z powietrznymi saltami) „zepsuł” wszystko i zrobiło mi się niedobrze.
Tak naprawdę nie pamiętam momentu kiedy zebrałam się w sobie i postanowiłam skoczyć. Na pewno duży wpływ na tę decyzję miało to, że dokładnie rok wcześniej wylądowałam w Kapsztadzie, a umówmy się okazja na takie ukoronowanie rocznicy nie trafia się zbyt często. Nie mogłam się też wycofać, bo miałam super grupę wsparcia. Skakałam jako jedyna z grupy i to było coś! Nigdy nie zapomnę tego uczucia i oraz tego jak się popłakałam wisząc głową w dół. Piękno położenia mostu, z oceanem po jednej i górami po drugiej stronie doceniłam dopiero, kiedy opadły emocje (i otarłam łzy szczęścia). Wszystko na filmiku na moim instagramie.

2 Comments

  • KariLu

    Skok na bungee z tego mostu jest zdecydowanie top 10 na mojej liście marzeń! Ale widzę, że trzeba będzie je rozszerzyć o tyrolki 🔥

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *